Jak rozpozna? zbli?aj?c? si? ?mier??

?mier? zabiera naszych bliskich w mgnieniu oka, zawsze zbyt szybko, za wcze?nie. Zgon nie jest jednak tym samym, co konanie. Proces umierania bywa d?ugotrwa?y – agonia mo?e rozpocz?? si? nawet kilka dni przed ?mierci?. Opiekuj?c si? osob? w stanie terminalnym z niepokojem wypatrujemy symptomów, które zwiastuj? nieuchronne przybli?anie si? ko?ca.

?wiadomo?? pocz?tku agonii pozwala nam lepiej si? przygotowa?. Najwa?niejsze jest by by? z tym, który odchodzi. Pozosta? z nim w jego ostatnich dniach i godzinach oferuj?c wsparcie. Minuta po minucie zapewnia? o mi?o?ci s?owami, dotykiem, obecno?ci?. Przed ostatecznym rozstaniem postarajmy si? zapewni? bliskiej osobie przede wszystkim komfort psychiczny. Je?li chory wyra?a tak? wol?, nale?y umo?liwi? mu pojednanie si? z Bogiem oraz rodzin?.

?eby móc po?egna? si? z naszym bliskim, musimy umie? zauwa?y? zbli?aj?c? si? do niego ?mier?. Objawy wskazuj?ce na rozpocz?cie si? agonii u chorego wyst?puj? nawet na 72 godziny przed zgonem. Je?eli je zauwa?ymy, nie powinni?my rozpoczyna? ?a?oby, czy wpada? w panik?. Mamy do wype?nienia jeszcze jeden obowi?zek, zanim skupimy si? na prze?ywaniu w?asnego ?alu. Musimy zapewni? naszemu bliskiemu godne umieranie.

Poni?sze symptomy nale?? do najcz?stszych. Nie oznacza to jednak, ?e  wyst?puj? one u wszystkich konaj?cych.


Poni?sze dane maj? charakter wy??cznie informacyjny!

Os?abienie

Cz?sto mówi si?, ?e chory ga?nie w oczach. Zazwyczaj zwiastunem pogorszenia jest os?abienie i wzmo?ona senno??. Nasz bliski mo?e nagle sta? si? apatyczny, zm?czony i wyciszony. Nie nale?y za wszelk? cen? budzi? go czy zagadywa?. Pozwólmy mu spokojnie zasn??.

Pobudzenie

Zdarza si? równie?, ?e chory przed ?mierci? staje si? nadmiernie pobudzony, chce ci?gle wstawa?, robi si? agresywny, a nawet usi?uje uciec. Mo?e szarpa? swoje ubranie czy po?ciel, zauwa?a? osoby i przedmioty nieobecne w pomieszczeniu. Nale?y asekurowa? chorego aby nie zrobi? sobie krzywdy.

Zmiana rytmu oddechu

Podczas procesu umierania zmienia si? rytm oddechu. Chory zaczyna oddycha? wy??cznie przez usta. Niekiedy wyst?puj? duszno?ci lub inne problemy w zaczerpni?ciu powietrza. Cz?sto oddech staje si? te? chrapliwy oraz okresowo przyspieszony albo odwrotnie – zwalnia. Naturalne sa d?ugie przerwy mi?dzy kolejnymi oddechami, nawet do 30 sekund.

Sucho?? w ustach

Sucho?? w ustach mo?e by? spowodowana m.in. zmianami chorobowymi, np. grzybic?. Objaw powi?zany jest tak?e ze zmian? rytmu oddechu. Chory oddychaj?c przez usta dodatkowo wysusza wargi. Sucho?? w ustach wp?ywa równie? na zmniejszenie apetytu. Bardzo wa?ne jest cz?ste (nawet co 10 minut!) nawil?anie ust chorego, przez podawanie niewielkich ilo?ci p?ynów lub kostek lodu albo zamro?onego ananasa do ssania. Mo?na tak?e smarowa? wargi cienk? warstw? wazeliny.

Brak apetytu

W okresie przedagonalnym i agonalnym stopniowo zanika proces trawienia. Wraz z sucho?ci? w ustach powoduje to utrat? ?aknienia u chorego. Zazwyczaj jest to pierwszy symptom wyra?nie zauwa?any przez rodzin?.

Odwodnienie

W ostatnich dniach chory zazwyczaj odmawia przyjmowania p?ynów. Decyzja o jego ewentualnym nawadnianiu nale?y cz?sto do rodziny. Nie jest to decyzja ?atwa, poniewa? odwodnienie mo?e spowodowa? spl?tanie, czyli zaburzenie ?wiadomo?ci chorego, ale jednocze?nie cz?sto pozwala z?agodzi? jego ból czy n?kaj?ce cia?o przypad?o?ci (np. os?abia kaszel, redukuje wymioty).

Spl?tanie

Przed ?mierci? chory bywa zdezorientowany, trudno mu si? skupi?, ma omamy i zaburzania pami?ci. Komunikacja z nim jest utrudniona, mo?e np. nie rozpoznawa? bliskich, miejsca swojego pobytu, sytuacji w jakiej si? znalaz?.

Wolniejszy przep?yw krwi

Zmniejszenie perfuzji (przep?ywu) krwi jest znakiem bezpo?rednio poprzedzaj?cym zgon. Cia?o chorego och?adza si? na skutek spadku ci?nienia krwi. Jako pierwsze och?adzaj? si? d?onie i stopy. Wraz ze zwalnianiem przep?ywu krwi nast?puje sinienie.

Rozmawiaj do ko?ca

Uwa?a si?, i? w trakcie umierania, najd?u?ej sprawny i „przytomny” pozostaje ludzki s?uch. Lekarze specjali?ci medycyny paliatywnej sugeruj?, by podczas agonii w miar? mo?liwo?ci mówi? do bliskiego jak najd?u?ej. Nawet je?eli jest ju? nieprzytomny lub w stanie zaburzenia ?wiadomo?ci, nie nale?y negowa? tego, ?e mo?e on nas s?ysze?.

Kocha?, to pozwoli? odej??

Nie przed?u?ajmy agonii naszych bliskich. Niepogodzeni ze ?mierci? zaklinamy, by konaj?cy nie zostawiali nas, b?agamy ich o pozostanie, czy wr?cz zakazujemy umiera?. Nie mo?emy cofn?? ani powstrzyma? konania. Nie skazujmy jednak kochanych przez nas osób na niepotrzebne cierpienie. Nie wywo?ujmy w nich poczucia winy na ?o?u ?mierci, a raczej starajmy si? przekona?, ?e po przekroczeniu granicy ?ycia czeka ich spokój. Nie utrudniajmy wi?c naszym bliskim ?mierci. Mówi si?, ?e kocha?, to umie? pozwoli? odej??.

Alina Grzegorzewska


Komentarze


Małgorzata: Przeczytalam z wielką uwagą cały tekst i teraz wiem co mam robić i jak się przygotować do odejścia bliskiej mi osoby/dziękuje/

9 lutego 2012, godzina 23:56:19

Daria: Renatko bardzo mi przykro.Z takimi to do sądu.

16 marca 2012, godzina 09:16:10

kinga: witam,mój tata także zmarł na raka.Wszyscy byliśmy podczas jego śmierci.Przed samą agonią tata skarżył się, że zimno mu w nogi.Ja nie wiedziałam że za chwilę nie będzie z nim kontaktu.Nie reagował na pytania więc złapałam go za rękę głaskałam i całowałam,to nie zwykłe bo co chwilę mocno ściskał moją rękę jakby chcjał mi powiedzieć żębym nie płakała i że mnie kocha.Do końca życia bendę pamiętać tą chwilę.Pan Bóg dał nam wielką łaskę bycia przy tacie do ostatnich jego chwil.Po jego śmierci zmienił się całe moje życie.Co dzień chodzę do kościoła i modlę się o niego,tak już zostanie bo ciągle go kocham i bendę mu to okazywać

24 marca 2012, godzina 15:50:50

strach sie bać: Moja mama ( 83) ma wszystkie objawy śmierci. Ale oprócz tego od tygodnia co noc śni jej sie ze chodzi po cmentarzu z kwiatami i odwiedza groby. I powiedziała nawet ze na jednym grobie było jej imię i nazwisko. Co mam robić aby obronić moja mamę od śmierci?

8 kwietnia 2012, godzina 22:40:23

Magda.: Moj Tato zmarl miesiac temu na raka.Od wykrycia choroby do smierci uplynal miesiac. Pozostala tylko metoda paliatywna,ktora i tak nic nie dala,bo zaden lekarz nie przepisal nic na rozszerzenie zyl,zeby mu sie lepiej oddychalo.tylko z pogotowia podawali za kazdym razem,jak byli u nas. Udusil sie... Nawet koncetrator tlenu nic nie pomogl,a nawet wydaje mi sie,ze tylko przedluzylismy tym jego cierpienie. Bylismy przy nim do konca. Jedna lekarka z pogotowia wytlumaczyla nam,jak to bedzie wszystko wygladac i na co mamy sie naszykowac. nikt nam tego wczesniej nie powiedzial,mimo,ze pogotowie bylo u nas 4 razy w ciagu 3 dni. I jej slowa spadly na nas jak grom z nieba: prawdopodobnie nie dozyje rana...Ale walczyl jeszcze przez 3 dni,do srody do 2 nad ranem...Jedyne za co moge byc wdzieczna,to to,ze nie umieral sam w szpitalu,tylko byl w domu,wsrod swojej rodziny. Trzymalismy Go za rece,mowilam mu do ucha,jak bardzo go kocham,ze wszystko bedzie dobrze...Kiedy ktos do niego podchodzil,to wyczuwal ten moment i podnosil glowe,aby wlozyc mu reke pod nia,bo wtedy czul,ze ktos przy nim jest,ze nie jest sam...Tylko tyle moglismy dla Niego zrobic.To bylo straszne przezycie patrezc,jak kochana osoba odchodzi w taki sposob-duszac sie jak ryba bez wody...Tez myslelismy,ze lekarze sie pomylili,bo przeciez nucil sobie piosenki,podglasnial telewizor,kiedy slyszal jakas muzyke i zartowal,smial sie-dodawal nam tym otuchy i nadziei,ze mu sie uda,ze zostanie z nami...Ale coz,nie udalo sie,to byla tylko chwilowa poprawa nastroju,a jak duzo dla nas znaczyla...

14 kwietnia 2012, godzina 10:56:52

megi: Dzisiaj odeszła moja teściowa cicho,spokojnie i taka była cicha i spokojna, zawsze służyła radą i pomocą.Zostawiła nas dzieci,synowe,wnuki i prawnuki w nieutulonym bólu.Odeszła za szybko...

14 kwietnia 2012, godzina 20:10:17

Beata: Przeczytałam ten tekst na kilka dni przed śmiercią mojej ukochanej babci. Babcia byla dla mnie jak mama, opiekowała sie mną od śmierci mojej mamy - a swojej córki, a potem ja opiekowałam się nią... Dobrze, ż emogłam to przeczytać i dzięki temu wiediałam nie tylko, że są to ostatnie chwile mojej babci ale co najważniejsze wiedziałam co robić a czego nie robić - na przykład na siłe nie karmić. Na codzień zabiegani jesteśmy i coś nam w życiu ważnego może umknąć. Chwila śmierci bliskiej osoby jest ważna i naprawde wyjątkowa, potrzebne nam w tych ostatnich dniach, godzinach jest uspokojenie, czas, cierpliwość i ... I we mnie była już tylko miłość do babci i chęć bycia z nią i przy niej do ostatniej chwili i tak się stało. Powiadomiłam wcześniej moją ciocie a jej córkę i przez dwa dni razem przy niej w miarę możliwości czuwałyśmy. Trafiła w ostatnim dniu do szpitala gdyż miała wielkie trudności z oddychaniem, tam jej sporo ulżono w tych ostatnich godzinach, podając np. tlen... Tam mogłyśmy ją trzymać za ręce jak przekraczała próg pomiędzy naszym a tamtym światem... Dobrze, że ten tekst jest.

15 maja 2012, godzina 19:22:53

opiekunka: Jestem opiekunka.siedze przy babci ktora chyba odchodzi.jest chora na alzhaimera ostatnie stadium i dlatego nie wiemy czy to juz agonia czy kolejny straszny postep choroby.jestem z nia sama rodzina jest dobra ale pracuja i to chyba ja zamkne oczy babci.siedze przy niej trzymam jaza reke i modle sie.

16 maja 2012, godzina 15:30:12

RENATA: Moja Mamusia zmarła 1,5 m-ca temu,a ja do dziś nie dowierzam co sie stało...!!!Ciągle roztrząsam jej chorobę i przebieg jej śmierci i wciąż dręczą mnie pytania na które nigdy nie uzyskam odpowiedzi:-( Czytajac Wasze opisy nie mogłam sie powstrzymać od ataku płaczu i też postanowiłam napisać. Dziś Święto Mam,a ja nie mogę swojej Mamy uściskać i ucałować!!:-( Dziś była msza za jej duszę i jedynie wiara,że istnieje lepsze zycie,daje mi odrobine sił do życia. Ból,żal,rozpacz i uczucie pustki,które mam w sercu na co dzień,napewno zostaną ze mną już na zawsze!!! Mamusia zmarła w klinice i była w agonii kilkanaście godzin.Ten proces umierania byl straszny,choc do końca do mnie i siostry nie docierało co może niebawem nastapić.Jeszcze 3 dni wcześniej miała podaną 3-cią serię chemii,po której jej stan strasznie sie pogorszył i doszło do b.b.poważnych powikłań na skutek których Mamusia zmarła.Zadaję sobie pytania: "Co by było gdyby nie dostała ostatniej chemii???? A może to leczenie było za silne,zbyt agresywne?? I może był zbyt krótki odstęp czasu po drugiej chemii??? (minęło tylko 3 tygodnie)". Ale z drugiej strony o tym zdecydowali doświadczeni lekarze,więc musieliśmy im zaufać...Wiem ze ratowali do końca i sami byli zaskoczeni takim przebiegiem sprawy,bo wierzyli że jednak się uda...Organizm mamusi był za słaby..Ciagle katuje się tymi pytaniami,bo mam obraz Mamusi konającej w łóżku,tracącej co jakiś czas przytomność i proszącej o wodę.A ja ją tak pocieszałam i dawałam nadzieję, a ona mi wierzyła..Tak mi jej szkoda było i jest..Mam nadzieję jednak,ze bólu nie czuła,bo była na morfinie,tak też zapewniała nas o tym życzliwa pielęgniarka. Mamusia odeszła po ostatnim namaszczeniu w obecności mojej siostry (ja niestety nie zdążyłam).Cieszę się,że moja siostra była przy niej do końca,bo była taka dzielna i wierzę że jej opanowanie udzieliło się również Mamusi,która spokojnie przekroczyła granice życia wiecznego.Śmierć bliskiej kochanej osoby jest przeżyciem traumatycznym,zostawia piętno którego ja NIGDY się nie pozbędę!!!! A łzy nadal cisną sie do oczu........... Czy Was też nurtują podobne pytania bez odpowiedzi typu "co by bylo gdyby.."?? Proszę o odpowiedż, czy tylko ja jestem jakaś inna???

26 maja 2012, godzina 23:21:32

zzzzzzzzzz......: :-(

31 maja 2012, godzina 19:55:37